wtorek, 6 listopada 2012

poniedziałek, 29 października 2012

Dawno nic nie pisaliśmy... Aż zima nas zastała...

Już trochę czasu minęło od ukazania się ostatniego wpisu - ponad dwa miesiące... Chcąc uspokoić Szanownych Czytelników, u nas wszystko w porządku. :) Myślimy, co dalej z blogiem... 
Tymczasem pozdrawiamy "gorąco" ;) ,

OSz

piątek, 27 lipca 2012

O blogu narzeczeńskim, który straci na aktualności

Grafika stąd...
W różny sposób pokazywaliśmy, jak przeżywamy czas narzeczeństwa. Chcieliśmy za pomocą tego bloga uchwycić te chwile, które być może zapomnimy, ale będziemy mieli do czego kiedyś wrócić. Były wpisy zabawne, melancholijne, takie "po prostu" oraz nieco poważniejsze. Była teoria i praktyka narzeczeństwa. Przekonaliśmy się, że ludzie poszukują informacji, lecz nie zawsze mają dostęp do odpowiedniego źródła wiedzy, nie wiedzą gdzie szukać albo jak zapytać.

Analizując słowa kluczowe lub zapytania, po których wyszukiwarki kierowały internautów na łamy naszego bloga, dochodzę do wniosku, iż było warto poświęcić tych kilka chwil, aby coś napisać. Ten blog z pewnością nie jest wyrocznią w temacie narzeczeństwa - my je przeżyliśmy tak, jak widać to w poszczególnych postach. Zresztą to, co tu pokazaliśmy, to tylko kropla w morzu naszego doświadczenia.

Jutro, jakby nie patrzeć, wypadałoby zmienić nazwę na blog młodego małżeństwa. Blog narzeczeński Oli i Szymona straci na aktualności. Coś się kończy, a coś zaczyna...

Bardzo dziękujemy za każdą wizytę, komentarz, odwiedziny. 

PozdrawiaMY,
Ola & Szymon

PS: Zaczęła się Olimpiada. :)

czwartek, 26 lipca 2012

Czas zwariował...

Po własnych obserwacjach dochodzę do wniosku, że czas zwariował, a nasza Ziemia obraca się szybciej niż zwykle wokół słońca. Jeszcze nie tak dawno pisałem, że do ślubu został tydzień, a tu... już niecałe 48 godzin. Ciekawie by wyglądał taki serial 48 h do ślubu, zrealizowany w stylu  24 h.

PozdrawiaMY,
O&Sz

sobota, 21 lipca 2012

Tydzień do ślubu... :)

Niestety nie udało się znaleźć aktualnego tygodnia...
Na 7 dni do naszego ślubu i wesela gościmy u znajomych na ich święcie. Taka mała zaprawka, a co! :) Zabawa na pewno będzie wyśmienita!

PozdrawiaMY,

O&Sz

sobota, 14 lipca 2012

14 dni, dwa tygodnie

Za równe dwa tygodnie, zagrają nam Mendelsona... :)

 

Druga wizyta u księdza, czyli "krótka piłka"

Termin drugiej wizyty w kancelarii parafialnej nie jest dokładnie określony, ale zazwyczaj następuje około miesiąc przed planowanym ślubem. W naszym przypadku mógł to być ostatni tydzień czerwca lub pierwszy lipca. Padło na lipiec. :)

Co dzieje się podczas drugiej wizyty przedślubnej u księdza w kancelarii?
W naszym przypadku było krótko, zwięźle i na temat, a mianowicie:
- oddajecie dokumenty z USC w przypadku ślubu konkordatowego (w trzech egzemplarzach),
- oddajecie księdzu kartkę o wygłoszeniu zapowiedzi i o braku zgłoszonych przeszkód kanonicznych do zawarcia związku małżeńskiego w parafii narzeczonego / narzeczonej (to jedna i ta sama kartka),
- ustalacie termin trzeciej wizyty, na której omawia się z księdzem przebieg liturgii.

My zapytaliśmy jeszcze kto robi wystrój kwiatowy kościoła i jak się z tą osobą skontaktować, czy możemy mieć swoją, tzn. złożoną ze znajomych lektorów, służbę liturgiczną i o organistę.

Amen. :)



P.S. Naszym przygotowaniem do kolejnej wizyty będzie wybór czytań ślubnych. Warto zastanowić się wcześniej, jakie czytania chcielibyście usłyszeć na własnym ślubie. Skoro tyle czasu poświęcamy na przygotowania wszelakie, to warto chwilę poświęcić także na tę najważniejszą godzinę przed ołtarzem. ;)


czwartek, 5 lipca 2012

Ola i Szymon :)


 Do tego zdjęcia pasuje tylko jeden podpis: Ola i Szymon :)

Jakbym widziała nas wczoraj wracających z treningu... tanecznego. A jak! ;) Trzymajcie kciuki za kolejne kroczki i takty pierwszego tańca, bo godzina "zero" zbliża się naprawdę WIELKIMI krokami.


Ola :)

czwartek, 28 czerwca 2012

Ostatni miesiąc narzeczeństwa! :)

Tak jak w tytule wpisu, pozostał nam jeszcze miesiąc. Dużo na naszych głowach, choć niekoniecznie też związanego z samym ślubem, czy też weselem.

Od wielu osób słyszałem, że narzeczeństwo to szczególny czas, taki inny. Nikt jednak nie był w stanie wytłumaczyć, co pod tym się kryje. Jednak sam bym chyba nie potrafił. :) Niemniej sam stwierdzę, że jest to naprawdę niezwykły czas - kto się chce przekonać jak to wygląda, musi po prostu spróbować. ;)

Tyle, wracam przed TV - Włosi wygrywają z Niemcami 2:0. Zanosi się więc na małą sensację!

Pozdrawiamy,
OSz

wtorek, 26 czerwca 2012

O zapraszaniu współpracowników na ślub

Nikt nie żyje zawieszony w przysłowiowej "próżni". Dookoła nas jest mnóstwo ludzi. Wielu z nich to rodzina i przyjaciele, dalej są znajomi, sąsiedzi i współpracownicy. W pracy spędzamy sporą część naszego życia, więc przy organizacji ślubu i wesela może pojawić się pytanie: czy zapraszać szefostwo oraz współpracowników na swój ślub?
W związku z tym, oświadczam, co następuje: NIE MA ŻADNEGO PRZYMUSU ZAPRASZANIA WSPÓŁPRACOWNIKÓW NA ŚLUB. Praca to życie zawodowe, natomiast ślub to życie prywatne. I czasem nawet lepiej, żeby się nie mieszały. Nikt nie może obrażać się, jeśli takiego zaproszenia nie otrzyma. Z drugiej strony, jeśli lubimy swoich współpracowników, żyjemy z nimi w dobrych relacjach, to dlaczego ich nie zaprosić do wzięcia udziału w tej wiekopomnej uroczystości? ;)
Jeśli jako współpracownik masz ochotę przyjść do kościoła czy USC, to Młoda Para z pewnością się ucieszy z tego faktu, nawet gdy zaproszenia nie otrzymasz. Narzeczeni mają naprawdę mnóstwo spraw do załatwienia w związku z organizacją ślubu oraz wesela, więc nie udajmy, że nosimy na głowie koronę i bez osobistego indywidualnego zaproszenia nie pojawimy się na uroczystości.
Co do formy zaproszenia współpracowników, jeśli się na to zdecydujemy, można wręczyć na ręce szefa / dyrektora jedno zaproszenie dla niego oraz wszystkich pracowników firmy lub zawiadomienie zawierające informacje o dacie, godzinie i miejscu planowanej uroczystości. I to WYSTARCZY.

Zapraszających,
pozdrawiamy!
OSz :)

niedziela, 24 czerwca 2012

Rok temu na Skrzycznem...

To się wtedy porobiło,
Skrzyczne życie me zmieniło!
Wcześniej tylko tv dało,
Teraz wspomnień z nim niemało...

W pocie czoła szedłem szlakiem,
z moją Miłą i plecakiem.
Było ciężko, lecz wygrałem,
Górze i tym razem się nie dałem!

A na szczycie deszczyk pada,
Więc iść dalej nie wypada...
Chleb i smalczyk zajadamy,
Ogóreczkiem zagryzamy.

Kiedy słońce zaświeciło,
I już było całkiem miło...
Przyklęknąłem na kolono:
"Będę mógł Ci mówić Żono?"

Ona wszystko już wiedziała,
Choć się trochę popłakała...
No wzruszyła się troszeczkę,
Dałem jej więc mą chusteczkę.

I już rok nam zleciał cały,
Niby duży, niby mały!
Wnet i ślubu czas nadejdzie,
Wtedy żoną moją będzie! :)


piątek, 8 czerwca 2012

Euro 2012 i złota 50 - czekanie

http://mistrzostwa-europy.org
Skoro dzisiaj zaczęło się Euro 2012 to do naszego ślubu pozostało jeszcze złote 50 dni. Czy to jest dużo, czy to jest mało, trudno rozstrzygnąć. Pozostały do zamknięcia ostatnie sprawy i... czekanie. A nie lubię czekać, niecierpliwy jestem, jednak wiem, że warto wziąć emocje w cugle i swoje... odczekać.

Mecz... Jedno jest pewne - EMOCJE były! Remis oczywiście niczego nie przekreśla, ale w sercu czuję niedosyt, gdyż szczęście było tak blisko.

Swoją drogą to te 90 minut tak szybko upłynęły... Podobnie, jak dni do godziny M, czyli Małżeństwa. Osoby, które śledzą nasz blog od początku może pamiętają, że zaczęliśmy go  tworzyć 18 grudnia 2011 roku, na 222 dni przed wyznaczoną datą. A tu już nam stuknęło 50, która jutro zamieni się w 49, pojutrze w 48... I tak dalej, aż zaczniemy odliczać rocznice.

Jeszcze o czekaniu. Znajoma, kiedy się zaręczyliśmy, powiedziała mi, że życie to właśnie jest ciągłe czekanie. Pierwsze na miłość, później na owe zaręczyny, następnie ślub... I dalej: na potomka/potomków, Chrzest,  pierwsze kroki, słowa, pójście do przedszkola, daną rocznicę, szkołę, Komunię... aż wreszcie na wnuki. He! Daleko zaszedłem, ale czekanie nieustannie nam towarzyszy. Dlatego potrzebna jest też cierpliwość ;)

PozdrawiaMY,
SzO


wtorek, 29 maja 2012

A gdyby tak pomarzyć..?

Jest 29 maja 2012 roku - dzień szczególny. To nasza druga rocznica. :) Dzień podsumowań i wspomnień tego, co już wspólnie przeszliśmy, ale i nadziei związanych z planami na przyszłość - tę najbliższą (w końcu 28 lipca nadchodzi WIELKIMI KROKAMI), ale i jak najbardziej odległą, tę zwaną "wiecznością"!

Każdy ma swoje marzenia. Ja mam swoje, Szymon również, ale mamy też WSPÓLNE! Dzisiaj myślimy o nich w szczególny sposób. A jakie jest Twoje marzenie na dziś? Jako inspirację do odpowiedzi na to pytanie proponujemy prosty, a zarazem rozbrajający filmik:


PozdrawiaMY!
OSz ;)

sobota, 26 maja 2012

Czasami tak trzeba...

Po prostu iść przed siebie. A najlepiej znaleźć mało uczęszczany szlak, wejść na niego i dać się prowadzić.

Zdjęcie z polskieszlaki.pl (nasze będą później).

Takim sposobem trafiliśmy dzisiaj nad Staw Smreczyński (1227 m.n.p.m., czyli nieco niżej aniżeli nasze zaręczynowe Skrzyczne). Ot, taki spacerek dla relaksu. A widok? Nie da się go opisać! To jest taki moment, kiedy nawet zawodowcom i gadułom brakuje słów. Nie wiem, czy polecać to miejsce, bo właśnie przez to, że nie jest zbytnio odwiedzane, ma swój niepowtarzalny klimat - spokój, szum wiatru, wody i widok na wyższe szczyty...

Czasami tak trzeba - udać się w mało uczęszczane miejsce i zapomnieć o wszystkim, oderwać się od codzienności, aby nabrać do niej dystansu. To przydaje się także narzeczonym, zwłaszcza na dwa miesiące przed ślubem, kiedy pozostało jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Nam się to dzisiaj udało, dzięki jedynej i niepowtarzalnej Świadkowej. Dziękujemy!

poniedziałek, 21 maja 2012

Formalności ciąg dalszy, czyli wizyta u księdza

Przy zawieraniu sakramentalnego związku małżeńskiego nie można pominąć kwestii wizyty u duszpasterza. My mamy za sobą już dwa takie spotkania. Jedno bardzo krótkie i drugie znacznie dłuższe. Dlaczego tak?

Nasza pierwsza wizyta na plebanii odbyła się jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, czyli około rok przed planowanym ślubem. Poszliśmy wtedy do księdza w mojej rodzinnej parafii i powiedzieliśmy, że chemy się pobrać. Ksiądz zapytał nas o planowany termin ślubu i powiedział, żeby początkiem roku zarezerwować dokładną datę i godzinę, a na około trzy miesiące przed ślubem przyjść z metryką chrztu narzeczonego*, dowodami osobistymi oraz świadectwami ukończenia katechizacji w szkole ponadgimnazjalnej (w przypadku, gdy ktoś nie posiada takiego odrębnego świadectwa, wystarczy świadectwo ukończenia szkoły ponadgimnazjalnej, na którym jest ocena z religii). Narzeczeni powinni mieć także świadectwo ukończenia nauk przedmałżeńskich oraz spotkań w katolickiej poradni rodzinnej, jeśli już się odbyły.

Tak też zrobiliśmy :)

W lutym ustaliliśmy dokładną datę i godzinę, którą ksiądz zanotował w terminarzu, a początkiem maja, czyli około trzech miesięcy przed ślubem dotarliśmy do niego z wyżej wymienionymi dokumentami. W czasie tego spotkania następuje spisanie tzw. protokołu przedślubnego. Zawiera on szereg pytań odnoszących się do obojga narzeczonych - m.in. miejsce zamieszkania, wykształcenie, zawód oraz pytania dotyczące przeszkód kanonicznych do zawarcia związku małżeńskiego, np. o chęć posiadania potomstwa, choroby psychiczne, stosunek do nauczania Kościoła, itp.

Na tym spotkaniu ksiądz wypisał także specjalną kartkę z prośbą o wygłoszenie zapowiedzi w parafii narzeczonego, które będą sobie wisieć w gablotce przed kościołem kilka tygodni, po czym wspomnianą kartkę z adnotacją proboszcza z parafii narzeczonego o braku zgłoszonych przeszkód kanonicznych do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego należy z powrotem dostarczyć do parafii panny młodej, aby i w jej parafii ksiądz również mógł zapowiedzi wywiesić.

Kolejna kwestia to tzw. kartki do spowiedzi. Narzeczeni powinni odbyć dwie spowiedzi przedślubne - pierwszą ok. 3 miesiące przed ślubem (jedni piszą, że po wywieszeniu zapowiedzi, inni po spisaniu protokołu...), drugą dzień przed lub w dniu ślubu. Na tym samym spotkaniu w kancelarii parafialnej młodzi otrzymują kartki, na których powinien podpisać się ksiądz, kiedy do takiej spowiedzi przystępują. Przystępując do spowiedzi przedślubnej narzeczeni powinni zaznaczyć księdzu w konfesjonale, że jest to spowiedź przedślubna.

Tyle o formalnościach na dziś.
Kolejna wizyta u proboszcza około miesiąc przed ślubem, a co na niej, to się okaże. :)

Pozdrawiam,
Ola :)

* Metryka narzeczonej jest niepotrzebna, jeśli ślub będzie zawierany w jej parafii, ponieważ ksiądz ma na miejscu księgi parafialne, z których może spisać wszelkie potrzebne informacje, jak data chrztu, czy bierzmowania.

PS: Przy okazji rada dla licealistów - zadbajcie sobie, aby Wasz katecheta w ostatniej klasie szkoły średniej wydał Wam świadectwa ukończenia katechezy. Od razu być może nie będą potrzebne, ale później owszem.  - Szymon.




piątek, 18 maja 2012

Nasz ślub a Olimpiada i Euro

Ślub Oli i Szymona, Euro 2012 i Letnie Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 - co łączy te wszystkie imprezy? Można doszukać się nie jednego wspólnego mianownika, bacząc na rangę każdej z imprez ;) Ostatnimi czasy zastanawialiśmy się, ile dni zostało jeszcze do wspomnianych wydarzeń i... dopatrzyliśmy się bardzo interesującego wzoru:

ilość dni do Euro + ilość dni od Euro2012 do Olimpiady [50] + 1 = ilość dni do naszego ślubu!




W oczekiwaniu na TEN dzień,
pozdrawiaMY! :)

poniedziałek, 14 maja 2012

Zapraszający i zapraszani



Jeszcze w kwietniu opublikowaliśmy zaproszenie na ślub kierowane do WSZYSTKICH, którzy tylko chcą być z nami w tej ważnej chwili. Wiadomo jednak, że gościom weselnym takowe internetowe zawiadomienie nie wystarczy. Dzisiaj zatem kilka uwag o tym jak zapraszać na ślub i wesele oraz jak się zachować, gdy takie zaproszenie się otrzymuje.


Wiadomość o ślubie najczęściej rozchodzi się w tempie błyskawicy... Sprzyja temu niecodzienny charakter informacji oraz wszechobecne telefony i Internet wraz z rozbudowaną siecią kontaktów na portalach społecznościowych. Nie można jednak poprzestać na informacji ustnej. Zaproszenie na ślub i wesele niezmiennie powinno mieć tradycyjną formę pisemną.

Przedślubna etykieta mówi o tym, że w miarę możliwości zaproszenia powinny być doręczane OSOBIŚCIE. Bywa jednak, że nasi goście mieszkają na drugim końcu kraju lub za granicą. Wtedy należy zadzwonić z informacją, że chcemy daną osobę zaprosić i wysyłamy jej zaproszenie pocztą. Warto poprosić wtedy o informację zwrotną, gdy zaproszenie do niej dotrze.
Ponadto, zapraszać narzeczeni powinni RAZEM. Bezwzględnie dotyczy to najbliższej rodziny, dopuszcza się jednak w szczególnych przypadkach - brak możliwości spotkania, ograniczony czas, itp. - doręczanie zaproszeń przez jedno z narzeczonych.
Zanim wybierzemy się do kogoś z zaproszeniem, należy go ZAWIADOMIĆ, że celem wizyty, którą zamierzamy złożyć jest zaproszenie na ślub i wesele. Wszystko po to, aby nasz gość nie był zaskoczony, że spotka go taki zaszczyt. :)
Zaproszenia na ślub należy dorzęczać OD TRZECH MIESIĘCY DO (najpóźniej!) MIESIĄCA przed planowanym zawarciem małżeństwa, aby goście mogli zadecydować, czy przybędą oraz odpowiednio się przygotować - np. zaplanować urlop.  O planowanym ślubie można poinformować gości znacznie wcześniej, a doręczane zaproszenie będzie wtedy przypięczętowaniem zaproszenia ustnego (wiadomo przecież, że większość uroczystości ślubnych  i weselnych organizuje się z dużym wyprzedzeniem).

Warto dodać, że nazwiska gości na zaproszeniach ślubnych powinny być odmienione, jeśli tylko jest taka możliwość, zaś każdy, kto jest pełnoletni powinien otrzymać swoje zaproszenie. Jeśli jest w stałym, nawet  nieformalnym związku, należy wypisać imię i nazwisko także jego partnera/-ki, a jeśli nie, ma prawo przyjść z "osobą towarzyszącą", co na zaproszeniu powinno zostać zaznaczone.

Oprócz rodziny i przyjaciół, warto pomyśleć także o dobrych znajomych czy współpracownikach, którzy z różnych względów nie będą gośćmi weselnymi, a chcielibyśmy ich wyróżnić. Można to zrobić zaproszeniem na sam ślub. Wiele osób bardzo ucieszy się z posiadania takowego "karnetu", a my będziemy mieć wtedy stuprocentową pewność, że nie zapomną o dacie i godzinie tego wielkiego wydarzenia. :)

Z kolei OSOBY ZAPRASZANE powinny za zaproszenie podziękować i JAK NAJSZYBCIEJ do niego się ustosunkować. Data, która najczęściej znajduje się na zaproszniu tuż po adresie sali weselnej jest ostatecznym terminem, do którego gość powinien zadeklarować swoją obecność na weselu. Nie wypada, by narzeczeni po tej dacie musieli jeszcze wydzwaniać do potencjalnych gości z pytaniem o ich decyzję, która najczęściej podjęta została już dawno, ale zapomniano o niej najbardziej zainteresowanych poinformować. Zatem, po otrzymaniu zaproszenia, przez szacunek dla narzeczonych i ich rodzin, powinniśmy skontaktować się z nimi jak najszybciej i potwierdzić uczestnictwo. Jeśli musimy odmówić, należy krótko wyłuszczyć powody, dla których nie możemy przyjść*.

Teraz nie pozostaje nam nic innego jak życzyć wszystkim zapraszającym i zapraszanym umiejętności zaginania czasoprzestrzeni :)

PozdrawiaMY! :)

*Powyższe treści to skompilowane informacje z wielu źródeł, głównie internetowych, dotyczących ślubnego savoir-vivre'u.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Zaproszenie! :)

Kliknij, aby powiększyć!

Zapraszamy, zapraszamy!
Kto tylko chce tego dnia być z nami, kto chce być świadkiem naszego ślubowania, kto dobrze nam życzy,i ma ochotę - ZAPRASZAMY :)

PS: Zostało jeszcze 93 dni. A co potem? Potem planujemy żyć długo i szczęśliwie... i znów odliczać odliczania do pierwszej rocznicy, drugiej, piątej, dziesiątej, dwudziestej piątej, pięćdziesiątej... setnej? ;)


Lista nazw rocznic ślubu: 
pierwsza - papierowa, 
druga - bawełniana, 
trzecia - skórzana, 
czwarta - kwiatowa lub owocowa, 
piąta - drewniana, 
szósta - cukrowa lub żelazna, 
siódma - wełniana lub miedziana, 
ósma - spiżowa, brązowa lub blaszana, 
dziewiąta - gliniana lub generalska, 
dziesiąta - cynowa lub aluminiowa, 
jedenasta - stalowa, 
dwunasta - płócienna, jedwabna lub lniana, 
trzynasta - koronkowa, 
czternasta - kości słoniowej, 
piętnasta - kryształowa lub szklana, 
dwudziesta - porcelanowa, 
dwudziesta piąta - srebrna, 
trzydziesta - perłowa, 
trzydziesta piąta - koralowa, 
czterdziesta - rubinowa, 
czterdziesta piąta - szafirowa, 
pięćdziesiąta - złota, 
pięćdziesiąta piąta - szmaragdowa lub platynowa, 
sześćdziesiąta - diamentowa,
sześćdziesiąta piąta - żelazna, 
siedemdziesiąta - kamienna, 
siedemdziesiąta piąta - brylantowa, 
osiemdziesiąta - dębowa.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Wybiła 15:00, czyli studniówka! :)

Wybiła 15:00!

Kiedy zaczynaliśmy odliczać, jeszcze nie na blogu, ale na iGoogle, licznik pokazał około 350 dni do naszego ślubu. Plus, minus dziesięć, niestety już nie pamiętam... Wydawało nam się, że to szmat czasu i chociaż wiele spraw było jeszcze do załatwienia, to zegar wciąż wydawał się miłościwym.

Kolejne załatwiane sprawy powoli, skreślaliśmy z listy zadań. Raz po raz zerkaliśmy na nasz ślubny licznik i... tylko wzdychaliśmy, myśląc ile jeszcze i dlaczego tak długo. W końcu "pękło" 300 dni, później 200. Niedawno, jakby wczoraj, polowałem na cztery siedemnastki.

W końcu doczekaliśmy się... studniówki! (W urodzinki Babci Zosi!) :) Zostało jeszcze nieco ponad trzy miesiące, to jest 2400 godzin, 144 000 minut, 8 640 000 sekund... O! I znów mniej! ;)

A później...
zmienimy tytuł bloga! ;)

Pozdrawiamy,
OSz


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Kurka.... ;)


Tylu kłótni, godzenia, łez i uśmiechów, co przez ostatnie dwa lata nie zaznałam nigdy. Stwierdzam to z całą stanowczością, na jaką tylko mnie stać. Wiem jednocześnie, że nigdy też nie byłam tak szczęśliwa z tymi wszystkimi skrajnymi emocjami, jak jestem teraz... Cóż, jak by to Szymon powiedział: Kurka! To musi być MIŁOŚĆ!
 I jest .

niedziela, 8 kwietnia 2012

Narzeczeńskie życzenia Wielkanocne


Z okazji świąt Wielkiej Nocy, życzymy Wam wszystkim, naszym Czytelnikom, oraz sobie, abyśmy nigdy nie przestawali się dziwić pustym grobem, w którym powinno znajdować się umęczone ciało Jezusa. 

Niech wiara w zmartwychwstanie Pana oraz w Jego zwycięstwo nad śmiercią i grzechem umacnia nas każdego dnia.

Niech nadzieja na lepsze jutro, zbawienie, spełnienie marzeń, nigdy nie gaśnie.

A miłość Boga niech nieustannie zbliża nas do siebie w prawdzie, szczerości, oddaniu, służbie i wzajemnym szacunku. Czerpmy z TEJ miłości, aby być jeszcze lepszymi. 

Rodzinnego, dobrego, ciepłego świętowania na czas oktawy wielkanocnej i całego życia...

Życzą Ola i Szymon

PS: Kolejne życzenia z okazji Wielkanocy będą już małżeńskimi, co niebywale nas cieszy ;).

niedziela, 1 kwietnia 2012

Siedemnastki (zamiast żartu dobra muzyka)


Taki ułamek naszego życia, oczekiwania, tęsknienia dzisiaj uchwyciłem. Czas leci - niby szybko, niby nieubłaganie. Czasami czasu brakuje (pleonazm?), czasami się dłuży niemiłosiernie.
Sekunda to... Mrugnięcie powieki, uderzenie serca, błysk... :)

Dzisiaj krótki post! :) Zamiast żartu, muzyka - dla mnie niesamowite odkrycie. Polecam!

poniedziałek, 26 marca 2012

Usłyszane w radio... :)

W zeszłym tygodniu wracałem busem, chyba z kursu. W radio akurat leciała piosenka. Jakoś tak wpadła mi w ucho. "Z dwojga ciał" - A. Piaseczny.

Dlaczego akurat reklamuję pana Piasecznego na naszym narzeczeńskim blogu? Chyba przez pewien sentyment do filmu "Śniadanie do łóżka". Z tego filmu pochodzi piosenka pod tym samym tytułem. Zapada w pamięć.

Ot, dzisiaj taka sobie muzyczno-filmowa retrospekcja. :)

PS: Umieszczam obie piosenki - miłego słuchania!



niedziela, 25 marca 2012

Narzeczeństwo to...

Okres narzeczeński to z całą pewnością czas rewolucji w życiu dwojga ludzi. Już nie liczę się
ja i moje życie, tylko MY. Zupełnie zmienia się optyka. Podobno, w myśl przysłowia "jak se pościelesz, tak się wyśpisz", od jakości tego okresu zależeć będzie nasze małżeńskie życie. Takich czy innych wskazówek słyszeliśmy naprawdę sporo na temat narzeczeństwa. To mądrości starszego pokolenia, które zweryfikujemy w niedalekiej przyszłości. ;)
Jest jednak jedna rzecz, którą już dzisiaj na pewno wiem: NARZECZEŃSTWO TO ROZSTANIA I POWROTY. To niesamowite, jak często narzeczeni MUSZĄ się rozstawać, by znów móc się spotkać. Często czas płynie od spotkania do spotkania. Aż wierzyć się nie chce, jak mocno może tęsknić człowiek za człowiekiem, tym jednym JEDYNYM człowiekiem, z którym zamierza spędzić życie. I nie ma znaczenia, czy jesteśmy parą rok czy dwa! Narzeczeństwo to nowa jakość związku, kolejny smak odkrywania i dorastania do miłości zarazem. Chciałoby się już być razem, na zawsze, ale to jeszcze nie czas... Jeszcze trzeba poczekać... Jeszcze... Jeszcze 125 dni. :) Niesamowite!





środa, 14 marca 2012

Formalności, cz.1

Data naszego ślubu zbliża się wielkimi krokami, a więc czas zająć się formalnościami.
Na początek na tapetę wzięliśmy nauki przedmałżeńskie. W diecezji bielsko-żywieckiej, do której należymy, jest kilka form odbycia takowych nauk:

Dodam, że pierwsze trzy formy są płatne:
  • katechezy ok. 50 zł,
  • spotkania dla narzeczonych 100 zł ,
  • rekolekcje ok. 250 zł od pary + dojazd .
Nie mam informacji, co do odpłatności za spotkania warsztatowe w gronie kilku par. Na pewno da się to sprawdzić dzwoniąc do Duszpasterstwa Rodzin diecezji bielsko-żywieckiej (www.dlarodziny.eu ).

Po odbyciu takich nauk para otrzymuje stosowne zaświadczenie, które należy okazać na spotkaniu z duszpasterzem w parafii, w której zawierane będzie małżeństwo.


Tyle w teorii. A jak wygląda to w praktyce?

Ja i Szymon wybraliśmy najwygodniejszą dla nas formę sobotnio-niedzielnego spotkania dla narzeczonych. Obejmowało ono wykłady nt. miłości i odpowiedzialności, naturalnego planowania rodziny, apostolstwa rodziny w Kościele, etyki małżeńskiej oraz działania Chrystusa w sakramencie pokuty i pojednania, Eucharystii oraz - rzecz oczywista - w sakramencie małżeństwa.  :) W niedzielę była okazja do spowiedzi świętej, nie mogło także zabraknąć Eucharystii sprawowanej w intencji wszystkich par, przygotowujących się na tych naukach do przyjęcia sakramentu małżeństwa.

W sobotę zajęcia trwały od godziny 10.00 do 18.00 z godzinną przerwą na obiad we własnym zakresie, a w niedzielę od 14.00 do 18.00. Grupa, w której się znaleźliśmy liczyła 12 par.

Nie ukrywam, że wykłady z parą małżonków dla mnie były męczarnią - przestarzałe materiały, formy pracy niedostosowane do wieku uczestników oraz niekompetencja w niektórych podstawowych kwestiach (np. ilości chromosomów w komórce jajowej czy plemniku...)

Wiele wynagrodził nam na szczęście współprowadzący kapłan - człowiek, od którego biła radość życia, żywa wiara w Boga i świadectwo o bezwarunkowej miłości Boga do człowieka. Zawiłe kwestie etyczne potrafił wytłumaczyć w bardzo zręczny sposób, z dużą dozą poczucia humoru! Zaprezentował nam jak wygląda składanie przysięgi małżeńskiej i wyjaśnił, jaka jest rola księdza i narzeczonych podczas przyjmowania sakramentu małżeństwa.

Przed nami stanęło też kilka zadań - np. ułożenia własnej oraz wspólnej hierarchii wartości, napisania do siebie nawzajem listów dotyczących ważnych kwestii naszego przyszłego wspólnego życia małżeńskiego i rodzinnego. Te zadania skłoniły nas do kolejnej długiej nocnej rodaków rozmowy, która
(a jakże! :)) znów bardziej nas do siebie zbliżyła.

Suma sumarum - ostatni weekend był czasem tylko dla nas i dla naszego przyszłego małżeństwa. Rozczarowałam się, oczekując o wiele wyższego poziomu od małżeńskiej pary wykładowców i zapamiętam to na zawsze, bowiem nauki PRZEDmałżeńskie odbywa się tylko raz w życiu. Z tego samego powodu zapamiętam także tę chwilę, kiedy po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bardzo kocham i jak jestem kochana. I za to chwała Panu!

czwartek, 8 marca 2012

Narzeczonej, z okazji Dnia Kobiet!

Narzeczonej - rymy nietuzinkowe! :)

Ola szybko biega już od rana,
bo jest tak zapracowana.
Ledwo tylko słonko wstanie,
Ola kończy swe śniadanie! 

Więc z okazji święta Pań,
wiersz ten piszę, zamiast dań!
Za Twą mądrość, piękno, wdzięk,
W zębach niosę róży pęk!

Za cierpliwość, ciepło, miłość
i mych myśli tę zawiłość,
Dzięki składam w wpisie tym,
gdzie króluje prosty rym! ;)

Życzę również wielu rzeczy,
i na łące mnóstwo mleczy.
Uśmiech niech na ustach gości
Oraz mało na mnie złości!

Tedy kończę rymowanie,
lecz nie życzeń tych składanie...
Jeszcze całus będzie w piątek,
wtedy skończę życzeń wątek! :)

SzW

wtorek, 6 marca 2012

35 km szczęścia

Targeo daje trzy opcje:

  • krótka: 33 km,
  • szybka: 39 km,
  • i optymalna: tytułowe 35 km.
Mapy Google'a mają już nieco problem z wyznaczeniem odległości - oscylują mniej więcej w granicach 33,6 km a 36,5 km. Optymalnie, nieco naciągając średnią, wyjdzie również 35 km.

35 km szczęścia... Może lepiej by brzmiało do szczęścia. :) To, że jesteśmy szczęśliwi, nie podlega wątpliwościom. Na razie środkami publicznego transportu - pociągi, busy, autobusy. Czasami zielonym Maluszkiem - nie, jeszcze nie prowadzę ;).

W niedalekiej przyszłości wystarczy mi tylko się odwrócić, zawołać - szczęście będzie na wyciągnięcie ręki. 

Wpis mógłbym zatytułować "Między B. a B., przez BB". Bez konkretnych nazw, bo w sumie po co. Tak przynajmniej byłoby ciekawiej, tajemniczo. Kto nas zna i tak się domyśli, co kryje się pod B. Pod moim B., pod B. Narzeczonej, pod naszym BB. Wszystkie te B wyznaczają pewną przestrzeń. W sumie w B. również się poznaliśmy, 10 lat temu. Wspólnie w BB studiowaliśmy, chociaż na innych kierunkach. Tam również "mnie olśniło"*. 

Przy dużym uproszczeniu, nasza obecna przestrzeń życiowa zajmuje ok. 800 kmkw. (przy dużym uproszczeniu). Niby to dużo, a na mapie jakiś taki skrawek terenu, chociaż obejmujący dwa województwa. A! Jeszcze tytułowa odległość 35 km... Po tych, prawie dwóch latach, okazuje się, że to wcale nie tak dużo. Znam przypadki z dużo większą rozpiętością i miarą swojego szczęścia. Powiedzieć do tego, że już wkrótce ograniczymy się do zaledwie 18 mkw. 

Konkluzja.
Po tych dość lakonicznych, enigmatycznych wręcz wywodach, nawet po paru matematyczno-geograficznych obliczeniach, dochodzę do wniosku, iż... oszukaliśmy wszelkie prawa fizyczne. Załamaliśmy czasoprzestrzeń, tworząc dodatkowy wymiar. 3D, 4D, a może 5D? Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu to nasze, prywatne, 4B. ;)

*Olśnienie dosłowne - do tej pory upieram się, że wokół Oli, w tym jednym momencie, roztoczyła się aura światłości. Słonecznie wtedy nie było, padało nawet.

niedziela, 26 lutego 2012

Kobieta + mężczyzna = kabaret ;)

Rozmowa Narzeczonych. Jedna z naprawdę wielu pół żartem, pół serio ;)
- Szymon, co robisz? - zapytałam patrząc na niewidzące spojrzenie Narzeczonego.
- A.... nic... - odpowiada Szymon po chwili.
- Jak to: "nic"? - zdziwiona ciężko, że to w ogóle jest możliwe.
- No... taki "nothing box"!
- Wiesz, ja znajdę kiedyś ten Twój nothing box. Wejdę tam, ustawię jakiś stolik i zawieszę Ci obrazek na ścianie! - ripostuję szybko.


A tutaj filmik, który dokładnie wyjaśnia, czym jest nothing box, z którego tak bardzo lubią korzystać mężczyźni, a co trudno pojąć kobietom:


czwartek, 16 lutego 2012

Z serii "tak było, tak jest"

Zmiany, zmiany, zmiany. Nieustannie zmiany, wszędzie zmiany, cały czas zmiany. Jedne wychodzą nam na dobre, niektóre wręcz przeciwnie. Panta rehi, czyli wszystko płynie, jak mawiał Heraklit i dwa razy do tej samej Wisły lub Żylicy wejść się nie da. Filozoficznie zabrzmiały te pierwsze zdania, choć o filozofii dzisiaj nie do końca będzie. Chociaż? Filozofia malowania, kładzenia tapety i sprzątania - brzmi interesująco ;).

Początkiem lutego dokonaliśmy małego remontu, naszego przyszłego, wspólnego lokum - wspominane już malowanie i  tapetowanie. Niżej zamieszczamy parę zdjęć, obrazujących nasze dokonania. Remont jeszcze nie skończony, nazwałbym to nawet pierwszym etapem. Kolejne fazy projektu będą realizowane już niebawem... ;)
Tak było...



Pracowity pomocnik ;)
... a tak jest :)

wtorek, 7 lutego 2012

Oświadczyny

Do napisania tego posta zostałam zainspirowana pewnym "Demotywatorem"... A propos - będzie dygresja.
Film ten powinien nazywać się raczej motywatorem, ponieważ jest bardzo ciepły i nastraja do życia pozytywnie, a nie demotywująco, jak wskazuje nazwa strony. Portal demotywatory.pl ewoluował i nie zawiera już tylko treści "rozbrajających", ale także inne: o tematyce zabawowej, smutnej, poważnej, o miłości, szczęściu, etc. Jednym słowem można tam znaleźć kubusiowe "małe co nieco" o wszystkim. Ja wyłowiłam dzisiaj pewną perełkę dla siebie. Mam na myśli wspomnienie naszych zaręczyn. :)
Muszę powiedzieć, że było to wydarzenie niesamowite. Spodziewałam się - kobieta potrafi rozpracować mężczyznę - a i tak byłam zaskoczona. Czas stanął w miejscu, świat się zatrzymał!!! Byliśmy na szczycie Skrzycznego - miałam przed oczami olśniewający widok, czułam się cudownie mając pod stopami niemal cały świat i niebo na wyciągnięcie ręki. Wtedy Szymon uklęknął. Coś niesamowitego! Zrobiłam "wielkie oczy". Wiedziałam, o co zapyta i wiedziałam, że odpowiedź może być tylko jedna - TAK, chcę zostać Twoją żoną.
I tym sposobem do naszego ślubu pozostało już tylko 5 miesięcy i 21 dni!

Ola :)


P.S. gdyby ktoś miał ochotę obejrzeć mój inspirator:  




środa, 1 lutego 2012

Zima mroźna... cz. 2.

Tak się złożyło, iż wczoraj odbyłem mały spacerek po B-cach. Samotny spacerek... Ola w pracy, więc... ;) Powoli poznaję tę wioseczkę. Niedaleko domu Oli płynie sobie rzeka - Żylica. Skąd nazwa to już nie pamiętam, ale jeśli ktoś chce trochę poczytać o niej odsyłam na wikipedię (http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBylica).

Niemniej ustrzeliłem kilka zdjęć. Widok? Bajeczny!!! Jak ktoś oglądał (najlepiej czytał) "Opowieści z Narnii", to powiem szczerze, że czułem się, jak po drugiej stronie szafy...

Całe szczęście, że wiosna (i nieco wyższa temperatura) zawitała do Narnii i zapewne zawita do Buczkowic. :)  Niemniej jest na co popatrzeć...





niedziela, 29 stycznia 2012

Zima w "Alpach" ;) Takich mniejszych.

Spacer w zimowej scenerii Narzeczonych na pół roku przed zawarciem związku małżeńskiego. Poniżej fotorelacja:

Trochę mniejsze "Alpy" - kto wie, może jeszcze kiedyś urosną ;)

Ślad po nartach Justyny K. ;)

Za nami światłość... i jeden Alp ;)

Po lewej jechał Małysz, po prawej Justyna K.

Oznaki leśnego życia.
(Ola: - Ile tu było zajączków!
Szymon: - Ile pasztetu tu było!) 

piątek, 27 stycznia 2012

Bob budowniczy, czyli zaczynamy wić wspólne gniazdko :)

Przygotowania do naszego ślubu i wesela idą pełną parą, ale nie można zapomnieć, że mimo tego, ile pochłaniają czasu i energii, to "zaledwie" przygotowanie do startu w nasze wspólne życie. Podążając za tą sportową analogią, po starcie trzeba kontynuować bieg, do czego potrzebne jest odpowiednie zaplecze.

W celu owej kontynuacji, na pół roku przed naszym WIELKIM dniem, postanowiliśmy zacząć wić wspólne gniazdko.
Na początek, jak przystało na dwoje magistrów ;), trwająca kilka ładnych tygodni burza mózgów - tapetować, malować, malować wytapetowane, zostawić stare meble, zrobić nowe, jedna szafa, dwie szafy, jedno biurko - nie, potrzeba nam dwóch... A pokój, co prawda daje nam 18 mkw możliwości, ale nie rozciągnie się niczym worek świętego Mikołaja. Wszystko jednak musi się w nim zmieścić i dla każdego musi być odpowiednia ilość miejsca.

W końcu znaleźliśmy rozwiązania zadowalające nas oboje i startujemy! Meble pozsuwane, część bruzd w ścianach już została zagipsowana, a specjalne biurko dla dwojga sami projektujemy w tak zwanym międzyczasie. ;)
Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało, bo do tej pory na remontach znaliśmy się raczej od strony teoretycznej, a teraz sami chwytamy za szpachle, pędzle, śrubokręty, młotki i całą resztę. I żeby nie było - ja też.

Ola :)

czwartek, 19 stycznia 2012

Przez żołądek do serca... :D cz. 1.

Dzisiaj nie będzie za dużo treści, a trochę zdjęć. Nie są najlepszej jakości, gdyż głównie były robione telefonami. Przy okazji mogę pochwalić moją Narzeczoną za jej talent kulinarny, z którego korzystam całą swoją mocą. ;) To tylko niewielka część... ;)


Tortowo :)
Grunt to dobre jedzenie... ;)

Drożdżowe ;)
To chyba ten wycięty kawałek ;)
Jedliście kiedyś drożdżowe z bananem, pomarańczą lub winogronami?
Polecam! Drożdżowe na winie, czyli co się nawinie... :)
Szczerze przyznam, że nie wiem, co to jest? <myśli>
I chyba tego nie jadłem...